Biblijne ulotki, czyli o szacunku do Słowa rozprawa krótka

Będąc ostatnio w jednej z cieszyńskich świątyń natrafiliśmy z żoną na pewien detal, który pobudził mnie do refleksji. Podskórnie drapiąca sprawa nie dawała mi spokoju, zatem postanowiłem o niej napisać niedługi artykuł, mając nadzieję przynajmniej na dyskusję, bądź chociaż małą wymianę zdań.

Sprawa dotyczy Słowa, które chce przekazać nam Pan, a które swój sposób dotarcia do nas znalazło akurat poprzez…

Ulotki.

Niepozorny koszyk papierowych zawiniątek, który dumnie głosił, że zawiera Słowo Boże. Miniaturowe białe ruloniki skrywały bowiem wewnątrz wybrane cytaty z Biblii, które można po prostu zabrać i przeczytać.

Niezbadane są wyroki Pana i jego tajemnicze drogi dotarcia do ludzkich serc. Któż to wszystko jest w stanie zbadać i rozstrzygnąć, co ten mikry i pozornie nieciekawy kawałek papieru może zdziałać dla złamanej duszy?

Iście romantyczna ewangelizacja, która ujmuje prostotą, a zarazem uświadamia o głębi i majestacie działania Chrystusa. Lekkie jak piórko w dłoni zdanie jest w stanie unieść zagubioną duszę naprawdę wysoko.

Choć miejsce więcej miało wspólnego z Dominikanami, to prostota i jednocześnie potęga tej mądrości jakoś szczególnie jednoczy się z regułą wspominanego dziś świętego Benedykta. Ta mała karteczka zawierająca Słowo Boże to w istocie mędrzec w łachmanach, który może jednocześnie budzić odrazę, ale i pociągać.

Oczarowany pięknem tego skromnego dzieła mógłbym zostawić całą sprawę w spokoju i w ciszy mieć nadzieję na to, że i inni mogą zaczerpnąć z tego źródełka. O tak…

Zaczerpnąć, przeczytać, kontemplować, zapisać w sercu i…

Wyrzucić?

Lądując gwałtownie i boleśnie wraz z tą myślą, zaraz po tym jak wznosiliśmy się na wyżyny duchowości, to jak zbrukać najczystszą czystość. Przepraszam.

Muszę jednak wyłożyć pewną nieznośną obawę, która nie pozwala mi przejść obojętnie obok owego koszyczka z Biblijnymi ulotkami…

Może ktoś jest w stanie mi wyjaśnić, co zrobiłby później z takim fragmentem Pisma? Jakiś pomysł? Może spalić?

Nie wydaje się to głupie. Dzieje się tak przecież z wieloma rzeczami, które choć poświęcone, to uległy zepsuciu i nie są nam już w obecnej formie potrzebne. O ile ze spleśniałą skórką poświęconego chleba może i wypada tak zrobić, o tyle z fragmentem Biblii jest już jakoś nieswojo. Biblia to w końcu nie resztki po jedzeniu, a żywy w Słowie Bóg!

Wydaje mi się, że w takim właśnie kontekście powinniśmy podejść do omawianego zjawiska rozprowadzania fragmentów Pisma Świętego.

Młody płomień

W internecie w tej kwestii natrafiam co rusz na pomysły efektywnego tworzenia i rozpowszechniania ulotek z sentencjami Biblijnymi, jednak serce mi cierpnie na widok rozmarzonych i młodych romantyków kościołów modernych i charyzmatycznych, którzy nie dokonują w swoich głowach żadnej analizy ryzyka.

To może takie moje zawodowe skrzywienie, ale wyedukowano we mnie, a teraz także wymaga się względem mojej osoby na co dzień analitycznego podejścia do obserwowanych procesów. Nie winię tutaj młodych i dynamicznych oazowiczów, kaesemowiczów i reprezentantów wschodzących kościelnych społeczności. Jesteście tu solą, działajcie na chwałę Pana! Amen!

Ad maiorem Dei gloriam! Działajcie moi bracia i siostry na większą chwałę Pana Boga, ale nie zapominajcie, że w tych niepozornych zawiniątkach skrywa się sam Jezus i cała obietnica naszego zbawienia. Jak więc pogodzić się z ryzykiem nieodpowiedzialnego obejścia z zapisanym Słowem Bożym, które wylądować może w śmietniku, zostać zmięte w kieszeni spodni, albo na podłodze w samochodzie?

Celowo pomijam świadome i perfidne działanie na szkodę Kościoła, ponieważ każdy fanatyk antychrysta jest w stanie kupić w sklepie z dewocjonaliami Biblię i publicznie ją zbrukać. Te przypadki opętania i diabolicznego aktu zostawmy na boku.

Bardziej na myśli mam tych nieświadomych wiernych, którzy nie przywiązują uwagi do detali, a którym umknąć może w ferworze codzienności fakt, że ten mały rulonik jest w istocie Biblią. To słowo wedle historii i tradycji naszej Wiary jest święte i czczone przez Kościół – jak więc może zostać potraktowane niczym reklama lokalnego rzemieślnika?

To nie żaden rzemieślnik, tylko nasz Mistrz! Winniśmy mu przynajmniej jedną krótką refleksję nad ulotką, na której wydrukowano Jego święte Słowo. „Nie wyrzucaj!” – zdaje się tutaj bezgłośnie krzyczeć sumienie katolika, który jest już świadomy wielkości tego daru.

Metody żydowskie

Zakończę ten artykuł dość nietypowo, bo nawiąże do judaizmu, z którego możemy tutaj nieco mądrości o szacunku do świętych ksiąg zaczerpnąć.

Żydzi do tego stopnia kochają Słowo Boże, że nadają zawierającym je księgom ludzkiej niemal godności. Podobnie jak człowiek, którego ciało wraz z wiekiem ulega rozpadowi, tak i każda obecna na tym świecie materia obarczona jest jarzmem przemijalności. Nawet Święte Pisma rozsypują się ze starości tak samo jak inne książki, jednak u Żydów nie spotyka ich taki sam koniec, w piecu albo na śmietniku.

Tam słowo Boga zapisane na papierze ma, jak wspominałem, cechy ludzkie – między innymi godność, nakazująca pochówek z szacunkiem. Dokładnie to czynią Żydzi z księgami, które zużyły się na przestrzeni lat. Święte pisma są składane w specjalnych glinianych naczyniach, a następnie umieszczane w grobach lub przewidzianych dla nich kryptach, najlepiej na terenie ich religijnego kultu, m.in. w świątyniach.

Staranność i oddanie, z jakim Żydzi wyrażają ostatni hołd słowu Bożemu z jednej strony budzić może drwiny, z powodu pozornego braku sensu, a z drugiej jednak strony może być inspiracją do głębszej kontemplacji nad Biblią i jej znaczeniem w naszym życiu.

Czy należycie szanujemy księgi zawierające Bożą mądrość? Czy pamiętamy o tym, że nawet najmniejszy kawałek papieru zawierający fragment z Pisma Świętego zasługuje na taki sam pietyzm co cała Biblia?

Nowa ewangelizacja w starodawnym stylu

W ostatnich akapitach zawarłem jedną silną ideę, która oparta jest na czerpaniu z wartkiego strumienia tradycji kościoła katolickiego, ale byłbym nieuczciwy, potępiając biblijne ulotkarstwo, a nie proponując nic w zamian.

Zachęcam jak najbardziej do wdrażania mądrości z dawnych lat, ponieważ wtedy pojęcie szacunku do religii miało zupełnie inny smak, niczym przyprawa dodająca potrawie szlachetnych nut. Ach, jakże szlachetna to przyprawa z Ducha Świętego, która powoływała do życia konsekrowanego tysiące młodych ludzi!

Dawne czasy już minęły i nie wrócą, ale teraz mamy nowe, własne. Dlaczego więc młodzi i postępowi katolicy i kapłani wpadają w anachronizm papierowych ulotek, kiedy to internet stoi przed nami aż czasami nazbyt otwarty? Zapisanego w sieci słowa nie da się wyrzucić wraz z odpadkami na śmietnik, ani przez przypadek zwinąć w kulkę razem z paragonem za kawę w modnym lokalu.

Ewangelizujmy mądrze, bo może się paradoksalnie okazać, że nowe technologie sprzyjają tradycyjnym wartościom, zapewniając odpowiednie bezpieczeństwo i gwarantując należyty szacunek przy odbiorze, a na pewno chroniąc Słowo Pana Boga przed ludzką bezmyślnością i nieodpowiedzialnością. Metod jest wiele, wystarczy otworzyć oczy i umysł, a każde medium może posłużyć do przekazywania innym prawych, Bożych wartości.

Chcę pozostawić ten temat bez osobistego werdyktu, a jedynie podrażnić Wasze zwoje mózgowe. Jestem ciekaw co o tym sądzicie i jaki macie stosunek do ulotkowej ewangelizacji. Bardzo rad jestem, że mogłem taki wątek tutaj zamieścić, może łaskawy Bóg pozwoli skonfrontować poglądy? Módlmy się przede wszystkim o pokorę.

Pokój i dobro! Błogosławieństwa Bożego dla Was i Waszych rodzin.

Jedna myśl w temacie “Biblijne ulotki, czyli o szacunku do Słowa rozprawa krótka

  1. Zupełnie rozumiem twoje odczucia; Słowo Boże jest niesamowitą świętością, nie do pomyślenia wydaje się je wyrzucić czy zniszczyć. Sam mam tak, że np. odstawiając Biblię, nie chcę by jakaś książka na niej leżała, aby nie było to tak, że coś jakoby „stoi ponad” Pismem. Itd.

    Rozumiem więc, ale z drugiej strony… Muszę się przyznać, że w moim domu jest wiele zniszczonych Biblii… Czytamy je ciągle w różnych miejscach i pozycjach, zawsze jest kilka gdzieś otworzonych i poprzekładanych zakładkami. To tylko papier, więc oczywiście się psuje. Strony się drą, kartki wylatują, okładka odpada… To niestety nieuniknione.

    Paradoksalnie mógłby ktoś powiedzieć, że gorliwego chrześcijanina poznasz po tym, że ma w domu podartą Biblię… – Po prostu tak często z niej korzysta, że materiał się zużywa.

    Można oczywiście oprawić Pismo w ramkę i powiesić na ścianie – jaki jednak wtedy z niego pożytek? Wielu ma egzemplarze wyglądające jak nowe – bo niestety wcale nie używane.

    ///Po drugie: Ten szacunek do rzeczy materialnych (w tym przypadku papieru zawierającego Słowo Boże) wydaje mi się niezgodny z samą Biblią. Izrael był uczony jak dzieci na fizycznych/cielesnych przykładach, chrześcijaństwo miało być zaś już duchowe i stać ponad taką cielesną czcią.

    Do Kolosan 3, 1. Przeto jeśli wespół powstaliście z Chrystusem, szukajcie tego, co w górze jest, gdzie Chrystus siedzi na prawicy Bożej; 2. co w górze jest, miłujcie, nie co na ziemi

    I Do Koryntian 4, 19 gdyż my nie wpatrujemy się w to, co widzialne, ale w to, co niewidzialne. Rzeczy bowiem, które widzimy, są doczesne, a których nie widzimy, są wieczne.

    2 Piotra 3, 10 Przyjdzie zaś dzień Pański jak złodziej; w którym niebo z wielkim szumem przeminie i żywioły od gorąca stopnieją, a ziemia i dzieła, które na niej są, będą spalone. 11 Skoro więc to wszystko ma być zniszczone, jakimiż powinniście być w świętym postępowaniu i uczynkach pobożności; 12 Oczekując i śpiesząc się na przyjście dnia Pańskiego, w którym niebo płonąc, rozpuści się i żywioły od żaru ognia stopnieją?

    J 6, 63. Duch jest, który ożywia, ciało na nic się nie zda: Słowa, które ja wam powiedziałem, Duchem i żywotem są.

    Duchowe jest Słowo Boże – i to ono jest naprawdę święte, nie zaś cielesny i widzialny kawałek papieru, który jest tylko narzędziem za pomocą którego to niematerialne Słowo Boga do nas dociera. Okazywanie czci i przywiązywanie wagi do rzeczy widzialnych które niszczeją, jest świadectwem naszej niedojrzałości w Duchu. Bóg bowiem nie zwraca uwagi na to, co zewnętrzne, lecz będąc Duchem zabiega o to co Duchowe.

    ///Jeśli zaś chodzi o cyfrowe głoszenie, to jestem jak najbardziej za. Tylko co jeśli dysk twardy na którym mam kilka tłumaczeń Biblii mi się zepsuje, czy mam również obawiać się go wyrzucić, bo tam – jakby nie patrzeć – też jest Słowo Boże? Widzimy zatem, że nośnik (papier czy krzem) nie ma znaczenia; znaczenie ma jedynie sama treść która jest święta.

    /// Do ulotkowego ewangelizowania miałbym inne zastrzeżenia. Problem w tym, że takie wyrwane cytaty z kontekstu mogą wypaczać przesłanie. Niezwykle też łatwo zamknąć się w kilku wybranych „ulubionych” cytatach i wybierać sobie z Biblii tylko to co najbardziej nam się podoba. Czy ludzie rozpowszechnią na takich kartkach również cytaty trudne, bolące i kontrowersyjne? Czy raczej tylko te które wydają się im najbardziej miłe?

    W Biblii znajdziemy zarówno groźby jak i obietnice; jeśli cytujemy jedynie obietnice, równowaga jest w znaczny sposób zachwiana. Jako ulotki z pewnością nadawałyby się np. Przysłowia Salomona czy fragmenty Mądrości Jezusa Syna Syracha, bo są to nauki zawarte w krótkiej formie, które mogłaby wiele potencjalnym odbiorcom dać.

    Oczywiście nauka Chrystusa jest najważniejsza, spójrzmy:
    „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego.” Mt 19, 24.

    Taki cytat przypominałby nam o tym, że nie powinniśmy dążyć do bogactwa i jeślibyśmy potraktowali go poważnie, wpłynęłoby to w znaczny sposób na nasze całe nasze życie.

    Ludzie wolą jednak zacytować (jak pokazałeś na zdjęciu) późniejsze słowa:

    „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” Mt 19, 26.

    Ten cytat jest przyjemny, bo niczego od nas nie wymaga. Możemy dalej zachowywać płytką religijność, możemy zabiegać o bogactwo i myśleć o sobie. „u Boga wszystko jest możliwe” – to prawda, ale jaką wyciągamy z tego naukę? A co gdy ktoś zacytował:

    „Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę!” Łk 12, 33.

    Uch… To byłby bolesny cytat, bo nakazuje nam coś czynić i to coś niekoniecznie dla nas przyjemnego: Bo jak to? Mamy sprzedawać swoje mienie i rozdawać ubogim? Czy nie lepiej zacytować jakiś fragment który sprawi, że po prostu poczujemy się lepiej, a nic od nas nie będzie się wymagało? Myślę, że w ten sposób ludzie jedynie łudzą się, że słuchają Słowa Bożego…

    „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.” Łk 14, 33.

    2 do Tym 4, 1. Zaklinam cię wobec Boga i Jezusa Chrystusa, który będzie sądził żywych i umarłych, przez przyjście jego i królestwo jego: 2 głoś słowo, nalegaj w porę, nie w porę; przekonywaj, proś, karć z wszelką cierpliwością i nauką. 3 Przyjdzie bowiem czas gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie nauczycieli – mając uszy chciwe pochlebstwa.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s